czwartek, 28 lipca 2016

Od Elise do Maksa

Rodzice byli załamani tą smutną wiadomością. Tak dobrze wspominają pana Honks. Dla mnie zawsze był tylko panem Riderem Honks, lubiłam go, ale często mnie irytował tymi swoimi żartami. Jednak to nie zmienia faktu, że jest mi przykro z jego powodu.
***
Wysiedliśmy z samochodu. Ojciec od razu poszedł przywitać się ze swoim przyjacielem. Poszłam za nim. Przedstawił mnie, a mężczyzna swoich synów. Wpierw przyjrzałam się chłopakowi z telefonem, patrzył w dół na ekran, jednak nie trudno było dostrzec, że jest baardzo przystojny. Przeniosłam wzrok na drugiego chłopaka i zabrakło mi tchu. Spojrzałam na jego oczy, rysy twarzy, usta...był idealny. Spojrzałam jeszcze na ich ojca, zupełne przeciwieństwo obu przystojniaków. Pewnie urodę odziedziczyli po matce...ale dość przyjechałam na pogrzeb przyjaciela rodziców, nie szukać chłopaka. Przygryzłam lekko wargę.
***
Kiedy cała "ceremonia" się zakończyła, wszyscy pojechali na stypę, do rodzinnego domu pana Honks.
Ojciec przystojniaków wzniósł toast za świętej pamięci ich przyjaciela. W przeciewieństwie do większości gości, podniosłam szklankę z wodą.
***
Soedziałam chyba w najgorszym miejscu  pomiędzy starszą dewodką, która nigdy chyba się nie zamykała i zrzędziła co chwilę, a jednym z przystojniaków, wciąż zapatrzonym w telefon...

Maks?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz